|
|
|
|
To paradoks,
że twórcy "szkoły praskiej" sprzed 30 lat tak bardzo
zrewolucjonizowali film, a jednocześnie tak spontanicznie akceptowali
rzeczywistość. |
|
|
|
|
|
|
Jirzi Menzel jako autor “Kapryśnego
lata", Milosz Forman, opowiadając o
perypetiach “Czarnego Piotrusia" i o “Miłości blondynki", Ivan Passer, budując “Intymne oświetlenie",
realizowali impresje liryczne i komediodramaty. Wychodzili od potocznych
sytuacji i portretowali zwyczajnych
ludzi: dziewczynę z prowincji odwiedzającą chłopaka w stolicy,
praktykanta sklepowego przejętego swą rolą, starzejących się mężczyzn
pociesznie borykających się z biologią istnienia, trębaczy muzykujących na
małomiasteczkowych pogrzebach i weselach. Wszyscy ci bohaterowie traktują świat z powagą,
ale bez wzajemności. Blondynka nie dostaje od życia dramatycznej roli miłosnej. Piotruś z wyżyny obywatelskiego obowiązku osuwa się na poziom farsy. Panowie w “Kapryśnym lecie" poruszają się z niebywałą, ale zapożyczoną od kogoś godnością. |
|
|
|
|
W życiu więcej prawdy niż w
filmie Uśmiech prześwietlał wszelkie opresje i kłopoty. Zbratanie z naturą było pełne. Erotyka przestała kojarzyć się z podbojem. 16-letni donżuani i ich rówieśnice - blondynki fatalne to w filmie czeskim uroczy niezgrabiasze. Szczęście jest małe W gościnnie użyczonym pokoju ktoś
dyskretnie sprawdza
sprężyny łóżka, ktoś inny zaprasza przyjaciół na piwo, z tych piwoszy zaraz
będzie dobry muzyczny kwartet. Pani aptekarzowa marzy o wzniosłym uczuciu, na
razie z nieporównywalną maestrią smaży befsztyki. Niewierny mąż do niej
powróci - wiedziony wyrzutami sumienia albo dobrymi zapachami. Jeszcze gdzie
indziej, w zrealizowanej przez Jaromira Jiresza
według prozy Hrabala noweli w “Perłach na
dnie", gdzie młodziutka Cyganka chce się
sprzedać za prawdziwe pieniądze. Zamiast tego znajduje prowizoryczną, ale
olśniewającą miłość. Hrabal - obok Vanczury, Szkvoreckego i Kundery-
najważniejszy pisarz dla filmowców z kręgu “szkoły praskiej", siłę ich
obrazów wiązał z autentyzmem:
“Różni reżyserzy, style pracy, koncepcje artystyczne. Tylko jedna
dewiza łączy wszystkich: w życiu jest więcej prawdy niż w filmie. Bądźmy rzetelni, obserwując bacznie wszystko, co nas
otacza". Kult obserwacji i urzeczenie
autentykiem sprzyjały tendencji dokumentalnej. W sławnym filmie: “O czymś
innym" Viera Chytilova skonfrontowała skrajne wybory dwóch kobiet - przykładnej
pani domu i gimnastyczki w samotności przygotowującej się do wielkiego wyczynu; w tej drugiej roli -grając samą siebie,
wystąpiła mistrzyni gimnastyki Eva Bovakova. Jako odtwórcę roli kapelmistrza w
“Intymnym oświetleniu" znalazł Passer dyrygującego małą orkiestrą koło
wiejskiej gospody. Zaproponował mu udział w filmie. - A co miałbym robić? -
zapytał zdziwiony pan Vostral. - Nic. To samo, co robi pan teraz - powiedział
reżyser i słowa dotrzymał. Szaleństwo improwizacji Vaclav Neckarz, pamiętny bohater
“Pociągów pod specjalnym nadzorem", opowiadał o swoim przypuszczeniu,
że reżyser Menzel nie dba o końcowy efekt (skoro nie powtarza
ujęć), ale po prostu nie wie, o co mu chodzi. Dopiero później
okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda. Film czeski zdobył olbrzymią popularność:
samą tylko "Miłość blondynki" obejrzało siedem milionów ludzi.
Cenzura, kapryśna i nieufna, z początku nie interweniowała (wstrzymuje
ekranizację “Żartu" Kundery wykazała, że nieobce jest jej poczucie humoru). Czynniki
polityczne znajdowały alibi - dla artystów i dla siebie - w licznych
nagrodach międzynarodowych. Niektóre z nich źle jednak wróżyły ładowi
społecznemu. Kadar i Kłos w “Sklepie przy głównej ulicy" (z pamiętną rolą Idy Kamińskiej) forsowali
niebezpieczną tezę, że gwarantem faszystowskiego systemu nie jest aparat
przemocy, lecz tzw. dobrzy ludzie, ludzie porządni. Niebezpieczna - i w końcu
zakazana - była “Marketa Lazarova" Vlaczila, trudna do przyjęcia “Odwaga
na co dzień" Schorma. Powietrze powoli zagęszczało się. Uścisk żelaznej łapki Zagłada braci Czechów była nieunikniona.
Dokumentalne kadry nakręcone przez Niemeca w sierpniu 1968 roku znalazły
się po wielu latach w filmowej “Nieznośnej lekkości bytu". Klęska nie
przyszła jednak razem z chrzęstem
czołgów. Została cierpliwie rozłożona w czasie, odarta z patosu; zdradliwie
swojska i familiarna, jak w czeskim filmie. Taki proroczy i złowrogi film “O
uroczystościach i o gościach" zrobił Nemec jeszcze dwa lata przed
inwazją. Była to opowieść o łagodnym zaproszeniu na piknik u kulturalnego
gospodarza. Zapraszającym jest przymilnie
uśmiechnięty człowieczek. Ma przyjemne maniery i małą, żelazną łapkę, która
nie wypuszcza z przyjacielskiego uścisku. Nie ma tu fizycznego terroru, jest
tylko zakreślone na ziemi buciorem koło, którego nikt nie przekroczy. W takim więzieniu bez krat znaleźli się
twórcy szkoły praskiej. Ci, którym -jak Formanowi i Passerowi - nie udało
się zostać za granicą, zamilkli albo zajęli się robieniem filmów dla dzieci i
dziecinnych filmów dla dorosłych. Pozbawiono ich głosu. Zaczęli gaworzyć i
szczebiotać.
Nie wiedząc, co przyniesie przyszłość. Chytilova powiedziała
niegdyś, że kłamstwo w sztuce powinno być karane sądownie. Lekcje historii własnej W okresie świetności film czeski był
punktem odniesienia dla wielu. Renoma Formana pozwoliła mu
na realizację “Odlotu" niebawem po przyjeździe do Stanów. Lindsay
Andersen, kombatant angielskich “młodych gniewnych", do współpracy przy
swoim obrazoburczym "Jeżeli..." namówił Ondrziczka, operatora wczesnych
filmów Formana, jakby w poczuciu, że utwór z tezą “zagra" dopiero
siłą czeskiej obserwacji. U nas do doświadczeń czeskich twórczo nawiązywał
Marek Piwowski w swoich obyczajowych dokumentach i w "Rejsie". Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego Passer z taką
determinacją więzi swoje prawdy wśród ulotnych i błahych obrazów na obszarach
sennych i jakby martwych. Przypomniano mi, że dramaturgiczna sypkość stanowi
właśnie o niepowtarzalności dzieła. - Francois Truffaut znalazł właśnie w
“Intymnym oświetleniu" estetyczny ideał filmu bez intrygi. Fascynacja
trwa do dzisiaj. Gdy w listopadzie 1993 roku pokazywano w Moskwie angielski
film “Stalin" mało znanego reżysera (“Passer? Passer? To podobno
scenarzysta filmów Formana"). Rosjanie pisali, że cudzoziemiec dał im lekcję
ich własnej historii. Legenda czeskiego filmu pozostała. Ludzie
przysiedli za miedzą, rozbiegli się po świecie albo po prostu już odeszli. Brynych, autor
“Transportu z raju", umarł przed trzema laty zapomniany. Menzel, który teraz
w lutym skończył 60 lat, po długim okresie niepowodzeń przypomniał się
“Iwanem Czonkinem". Schorm nie żyje. Niemec jako kolejny czeski wędrowiec
wydeptuje trakt między Pragą a Ameryką. Co dalej? Pytanie o przyszłość odsyła do przeszłości.
Bohater “Walca pożegnalnego" Kundery - “usiadł za kierownicą i ruszył ku
granicy. Jeszcze wczoraj spodziewał się, że ten moment przyniesie mu ulgę, że
wyjdzie stąd z przyjemnością, że wyjdzie skądś, gdzie urodził się omyłkowo i
gdzie w istocie nie jest jego miejsce. Tymczasem teraz wiedział, że wyjeżdża
z jedynej swej ojczyzny i żadnej innej nie ma." Rafał Marszałek, krytyk filmowy, były dyrektor
Instytutu Polskiego w Moskwie, wicedyrektor Departamentu Promocji i
Informacji MSZ. "Gazeta
Wyborcza", 21.08.1998r. "Czesi: Nostalgia i Uśmiech". |
|